„Ano wróciliśmy z Czech, krótkie spanie i na Poola. A tam tłumy. Piękne nastolatki w filmowych makijażach z za których nie było widać twarzy. Przechadzały się tu i ówdzie, po pewnym czasie sprawiając wrażenie jakby chciały po prostu tym zaznaczyć swoją obecność.
Grono napalonych skejtowców bezustannie i niestrudzenie atakowało pokrzywione ściany hotelowego basenu. Czego sam fakt zawsze dodaje mi ochotę do jazdy w tym miejscu. Mieliśmy zawodowych Hip-Hopowców prosto z podziemia, i prawdziwego półdiabła w gitarach pod prądem. Ci drudzy panowie wypadali jak dla mnie dużo lepiej, świetnie wpasowując się w klimat pływania po drewnianych radiusach, zwieńczeniem był finał w którym bliżej mi nieznana grupa muzyczna, rozpoczęła od niepowtarzalnego wstępu. Dzisiaj są tego no… dzisiaj są zawody deskorolkowe… i kur.. awe szatan… no!
Potem to już tylko się dymiło z gitar i kółek a kobitki łapały nerwowo w ręce szczątki swojego analogowego fotoshopa. Jak przy każdej imprezie na tak wysokim poziomie nie mogło zabraknąć zagranicznych gwiazd. Tak i tutaj nasi uczestnicy byli światkami prawdziwej uczty dla konesera eksperymentalnego dżezu, który zaprezentował znany i lubiany kolator gitarowo-perkusyjny El Topo z pod Marcinkowic.
Było pięknie i wesoło a na woskowych płytach śmigał rezerwat winyli. Piątka dla nich. Jak to mówił kolega z Zakopanego(co się tu też wypowiada) – Baj Baj!
A jak Łysy jeździł to nastolatki płonęły z rozkoszy… to prawda Łysy nie ma doświadczenia w mistrzostwach, dlatego zapewne nie mógł widzieć jak skakały piękne mini emotki. Nie mogąc powstrzymać swych odruchów bezwarunkowych. Pięść. ”